Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 730 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wojskowe zabytki

wtorek, 13 stycznia 2015 23:14

 Wojskowenieruchomości.jpg

W 2014 r. ukazał się barwny album prezentujący 43 obiekty spośród ponad 2100 wojskowych nieruchomości zabytkowych. 43 z pewnym plusem, ponieważ często opisane są całe kompleksy. W każdym razie wojsko ma się czym pochwalić i w albumie czyni to publicznie, chociaż czy tak całkiem publicznie to nie wiem, nie widzę ceny publikacji, ja wypożyczyłam ją w bibliotece i nie zauważyłam nigdzie ofert sprzedaży albumu. Publikacja nie jest zbyt obszerna, tekstu mało, raczej jest to tylko album, ale tematyka na pewno ciekawa, różnorodna, zabytki wojskowe to zabytki w posiadaniu wojska i są one bardzo różne.

Pośród wojskowych obiektów zabytkowych ponad 80% (1717 obiektów), to obiekty i kompleksy architektury obronnej, jasna sprawa. Twierdze, forty, budynki koszarowe, itd. Ale to nie wszystko, pozostałe prawie 20% stanowią obiekty niejako "cywilne', pałacowe i dworsko-parkowe (31 obiektów), rezydencjalne (37 obiektów), też sakralne (34 obiekty),  a także obiekty techniki (318) i miejsca pamięci (7).  Głównie przełom XIX i XX wieku jest reprezentowany, czyli nie tak dawno, najstarszy obiekt będący w posiadaniu wojska pochodzi jednak z XIV w., ładnie. To kościół pw. św. Elżbiety we Wrocławiu, z 1320 r. Gotyk. Potem przebudowywany, np. wieża jest renesansowa. To na pewno najcenniejszy obiekt w posiadaniu naszego wojska, bo najstarszy i przepiękny. Kto zawita do Wrocławia nie powinien go przeoczyć. Przykuwa uwagę charakterystycznym wysokim dachem nad nawą główną, z czerwonej i zielonej dachówki w szachownicę (pierwotnie tak pokryto dach w 1598 r., a ostatnio po pożarze z 1976 r. przywrócono tę dekorację).

.

Obiekty sakralne to wyjątki w dobytku wojska, oczywiście, ale album prezentuje jeszcze kilka takich obiektów, w tym - cerkiew prawosławną pw. św. Michała Archanioła w Ciechocinku. Cerkiew powstała w 1894 r. w stylu uwaga - zauralskim i wygląda jak "nie z tej ziemi", bo i nie jest z tej ziemi, gotowe elementy konstrukcyjne przywieziono z Rosji. Ten wojskowy zabytek przypomina carskie czasy, kiedy to Ciechocinek był ulubionym kurortem prawosławnych wojskowych. W okresie XX-lecia międzywojennego miejsce wyłączono z kultu, obiekt służył jako kasyno, kino, szkoła. Dopiero od 1996 r. jest na powrót świątynią, prawosławną, ale kształt jest już okrojony, piękna pierwotna dzwonnica pozostała tylko na zdjęciach.

Katedra Polowa Wojska Polskiego to świątynia w Warszawie, przy ul. Długiej, kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, w stylu barokowym. W Szczecinie wojsko ma kościół pw. św. Wojciecha na pl. Zwycięzców, początek XX w. i neogotyk. W Poznaniu kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, przy ul. Szamarzewskiego, koniec XIX w., pierwotnie ewangelicki. W Bydgoszczy kościół pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Pokoju, przy ul. Bernardyńskiej, z ok. 1500, gotycki.

W Radomiu kościół pw. św. Stanisława Biskupa, przy pl. Konstytucji 3 Maja, pierwotnie cerkiew. W Łodzi kościół pw. św. Jerzego, przy ul. św. Jerzego, pierwotnie cerkiew. W Krakowie kościół pw. św. Agnieszki, przy ul. Dietla, barokowy, z XVII w., z sarkofagiem w którym złożono prochy gen. Józefa Hallera. W Rzeszowie kościół pw. Matki Bożej Królowej Polski, przy ul. Reformackiej. Takie obiekty sakralne prezentuje album, w większości są to kościoły garnizonowe, pełnią taką funkcję obecnie.

.

Ale w albumie są oczywiście przedstawione typowe zabytki militarne, obronne, tego się po takim wydawnictwie spodziewamy. Czyli co? TwierdzeO Modlinie już nic nie ma, bo w 2014 r. wojsko pozbyło się tego gigantycznego kompleksu u ujścia Narwi do Wisły (dla albumu szkoda, bo prezentowałby się ładnie). Są za to: Twierdza Dęblin, wzniesiona przez Rosjan po powstaniu listopadowym nad Wisłą, Twierdza Zegrze wzniesiona przez cara pod koniec XIX w. nad Narwią i Twierdza Osowiec, wzniesiona także w końcówce XIX w. przez Rosjan, nad Biebrzą. Nierosyjskiej prowienencji jest natomiast ciekawa Twierdza Grudziądz nad dolną Wisłą, to z kolei budowla pruska, wzniesiona po I rozbiorze Polski. I oczywiście Cytadela Warszawska, zbudowana przez cara na wzgórzu żoliborskim nad Wisłą, po powstaniu listopadowym, kilka innych tego typu obiektów w Warszawie również jest uwzględnionych. A ponadto dziedzictwo austriackie, np. w postaci pozostałości dawnej Twierdzy Kraków (np. Zbrojownia przy ul. Rakowickiej w Krakowie).

.

Zabytkowe mogą być również koszary, album prezentuje tego typu obiekty w Trzebiatowie, przy ul. Zagórskiej, z przełomu XIX i XX w. i w Jarocinie, przy ul. Wojska Polskiego, wzniesione przez Prusaków w 1914 r., zasłużone potem w powstaniu wielkopolskim. A także budynki koszarowe na warszawskiej Pradze, przy ul. 11 Listopada, wzniesione przez Rosjan po powstaniu styczniowym, przed I wojną światową stacjonował tutaj II Orenburski Pułk Kozaków, a po wojnie urzędował sam Józef Piłsudski. Ciekawa jest także neogotycka zabudowa koszarowa we Wrocławiu, przy ul. Hallera, wzniesiona w II poł. XIX w. na potrzeby 1 Śląskiego Pułku Kirasjerów Gwardii "Wielki Elektor".

Ponadto wojskowe, bo wykorzystywane na potrzeby wojska, ale bardziej reprezentacyjne obiekty, typu kluby, kasyna. Ciekawy jest budynek klubowy, kasyno,w Suwałkach, przy ul. Wojska Polskiego, wzniesiony na początku XX w. w obrębie koszar w stylu rusko-bizantyjskim. Czy budynek klubowy, kasyno,w Krakowie, przy ul. Zyblikiewicza, wzniesiony pod koniec XIX w. dla oficerów austriackiej Twierdzy Kraków. Budynek tak okazały, że służył kolejnym włodarzom na cele reprezentacyjne. Autorzy albumu podają jak ewoluował w związku z tym wystrój, monogram cesarza Fryderyka Józefa I zastąpiono najpierw popiersiem Józefa Piłsudskiego, kolejno w tym samym miejscu eksponowano popiersie Hitlera, Lenina, a obecnie rezyduje tam popiersie Tadeusza Kościuszki.

To ogólny "ból" tego typu obiektów, czasami przeszłość jest niszczona i zmieniana, czasami jest zachowywana, ostatnio oczywiście jest częściej zachowywana. W koszarach we Wrocławiu, po remoncie w 2012 r., odsłonięto odkryte zabytkowe polichromie z pruską treścią i nikogo to dzisiaj nie dziwi, ani czarny orzeł w koronie, ani niemieckie napisy.

.

Odczucie, że majątek nieruchomy, którym dysponuje nasze wojsko to spadek po zaborach nie do końca jest uzasadnione (chociaż w znacznym stopniu tak). Pewna grupa zabytkowych obiektów powstała po I wojnie światowej, w XX-leciu międzywojennym. Bardzo interesująca jest w tej grupie gdyńska komenda portu wojennego, wzniesiona wg projektu znakomitego architekta Mariana Lalewicza, jedna z jego z najciekawszych realizacji. Inny gdyński obiekt prezentowany w albumie to wzniesiony w latach 20-tych Klub Marynarki Wojennej, Riwiera. Po Gdyni także Warszawa ciekawie się prezentuje, np. gmach Wojskowego Instytutu Geograficznego w al. Jerozolimskich (97), z lat 30-tych, z monumentalnymi freskami w środku. Ciekawostką jest tutaj fakt, że oryginalny fresk z granicami II RP zastąpiono po wojnie freskiem z mapą aktualną. "Dom bez kantów", siedziba dowództwa Garnizonu Warszawa oraz ordynariatu polowego WP przy pl. Piłsudskiego, jest przykładem modernizmu w architekturze, bardzo reprezentacyjny obiekt, też dziedzictwo II RP. Warto wymienić także Dom Żołnierza w Lublinie przy ul. Żwirki i Wigury, wzniesiony w latach 20-tych i 30-tych XX w.

.

A dalej musimy powrócić jednak do dziedzictwa obcego na naszych ziemiach, lektura albumu prowadzi do nieuchronnego wniosku, że nieruchomości w posiadaniu wojska to głównie architektura rosyjska, pruska i austriacka, czyli zaborcza, tak wyszło (i trudno żeby nie wyszło, skoro zabory tak długo trwały). To też nie będzie jednak trafna diagnoza, obiekty militarne w jakiś sposób oczywiście tak, służyły państwom, ale duża część cywilnych obiektów będących obecnie w posiadaniu wojska, to obiekty powstałe co prawda w czasie zaborów, ale prywatne, np. wille fabrykantów, dwory i pałace. Mówienie o nich, że są "obce" byłoby przesadą. Mamy jednak zagwozdkę, że tak duża część zabytków w posiadaniu wojska, to nie nasze dziedzictwo, wydany album otwiera na to oczy. Podtytuł albumu brzmi "znane i nieznane", w dużej mierze nieznane, gdyż są to obiekty zamknięte. Ale też trzeba powiedzieć, że coraz częściej udostępniane do zwiedzania, na szczęście. Przykładem może być tu zamek Czocha nad Kwisą, położony w polskiej części Łużyc Górnych (mieszkałam w dzieciństwie w Lubaniu Śląskim nad Kwisą, ale zamek widziałam tylko z daleka). Dzisiaj można swobodnie zwiedzać zamek, miejmy nadzieję, że z czasem także inne zabytkowe wojskowe obiekty zostaną udostępnione, bardziej niż dzisiaj.

.

Czym jest taka lektura dla genealoga? Kto zgadnie? Wypożyczając książkę z biblioteki spodziewałam się pewnej "uczty", dla oczu. Nie zawiodłam się, jeszcze nie upłynęła doba od wypożyczenia, a jest już ten opis. Myślałam także, że obejrzę obiekty w których przebywał dziadek (np. Zegrze). Teraz mam jednak nieco inne refleksje, że mur, kamień, jako obiekty "martwe" przetrwały, a obiekty "żywe" czyli ludzie, tak całkiem przepadli, że nie ma po nich żadnego śladu, na przykład w nas? Śladów rosyjskich, pruskich i austriackich, bo o nich myślę, wszyscy wyjechali?

Ciekawe, ciekawe, album bogaty w ilustracje, a bardzo skromny w treści, wyraźnie podkreśla tę "wielokulturowość" dziedzictwa, którym dysponuje wojsko. Epatuje nim i nawet się zachwyca, znak czasów? 2014 rok. Dla mnie również interesujące porównanie do innej wypożyczonej tego dnia książki, pracy naukowej wydanej w latach 50-tych XX-ego wieku, praca świetna, ale autor "musiał" przyozdobić ją natrętnymi wtrętami o "walce klasowej", bo takie to były czasy. Teraz czasy są inne, mody się zmieniają, genealogii obecny czas bardzo służy, więcej jesteśmy w stanie zaakceptować i przyjąć do wiadomości, przełknąć, a nawet się zachwycić. Czyli więcej potrafimy odkryć.

.

.

_________________________

"Wojskowe nieruchomości zabytkowe, znane i nieznane", MON, Warszawa, 2014

i filmik promocyjny tego wydawnictwa:

http://youtu.be/0Tc1_PegqTc

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Herbarz Szlachty Ziemi Łukowskiej na Lubelszczyźnie

środa, 19 października 2011 22:25

   W 2011 r. biblioteczka genealoga może się wzbogacić o pozycję Marka Wolińskiego pt. "Herbarz Szlachty Ziemi Łukowskiej na Lubelszczyźnie". Pierwszy z bodaj trzech zamierzonych tomów. Wynika, że "biała plama", jaką jest ziemia łukowska, zacznie się nam powoli zaludniać. Ile osób wymieniono w I tomie? Trudno zliczyć, mnie interesują Domańscy, ale czytając "Herbarz" rozpoznaję wiele nazwisk z najbliższego otoczenia, tu gdzie mieszkam. Nic dziwnego, mieszkam w mieście nad rzeką Świder, w miejscu gdzie uchodzi ona do Wisły, a rzeka ta bierze swój początek w Ziemi Łukowskiej. Nie, nie jest to jakaś długa rzeka, po prostu blisko mieszkam. Blisko, a jednak daleko, Ziemia Łukowska zawsze leżała na uboczu i nigdy nie była gościnna. Mało też o niej pisano, niestety. Dlatego tak duża radość z ukazania się "Herbarza", ile osób odszuka tam swoje korzenie? Zgodnie z zapewnieniem autora już w tomie I wymieniono wszystkie rodziny rdzennie łukowskie, od A do Ż.

.

"Herbarz" otwiera Adamowski, "w 1565 r. Adam Adamowski, syn Hieronima Rusieckiego, dziedziczył na Adamowie w ziemi łukowskiej". Ów Adamów to miasteczko położone na płd.-zach. skraju tego rejonu, nieopodal Wojcieszkowa, pogranicze z ziemią stężycką. Zamyka zaś Żytański , "z dóbr Żytnia (Sytnia) w parafii Pruszyn". Pruszyn to jedna z najstarszych łukowskich parafii, 1430 r., leży na północnym jej skraju, nad rzeką Liwiec.

Granice Ziemi Łukowskiej nie są łatwe do zakreślenia, przynależności administracyjne się zmieniały, ale jądro obszaru to rozległy płaskowyż na wododziale Wisły, Wieprza i Bugu. Rozległy i mało wyniesiony nad powierzchnię, przez co bagnisty i nieurodzajny. Z wyboru człowiek by się tutaj nie osiedlił i tereny te przez bardzo długi czas pokrywała puszcza, późno weszło tu rolnictwo. Osadnictwo związane było ściśle z potrzebami obronnymi Rzeczypospolitej, stąd też tytułowa "szlachta". Osadzono ich na tej ziemi dla obrony przed Jaćwingami, było to typowe pogranicze, średniowieczne kresy. Trudne do obrony bo stanowiące płaskowyż, rozległy, mało rzek, bardziej leniwie spływające rzeczki i mokradła. Ziemia zaś nieurodzajna i niegościnny klimat, ostry. Mieszkańcy tych ziem z trudem się bogacili, należałoby powiedzieć, że się nie bogacili i szlachta ta szybko podupadła, traciła status.

.

"Regestr diecezjów Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784" (omawiany już na blogu) zajmuje się tymi rejonami, chociaż nie w sposób kompletny.  Nie wszystkie parafie w dekanacie łukowskim diecezji krakowskiej zostały wymienione, ale tam gdzie są dane często pojawia się określenie "szlachta", bez wymieniania jej nazwisk, a nawet można spotkać określenie "sama drobna". O czymś to świadczy, że pod koniec I RP były to zubożałe okolice i szlachta bardzo rozdrobniona. Ale była.

W tamtym czasie odnotowano w dekanacie łukowskim diecezji krakowskiej 10 parafii: Adamów, Domanice, Łuków, Pruszyn, Radoryż, Radzyń, Serokomla, Siedlce, Stanin, Wojcieszków. Podział kościelny nie pokrywał się w pełni z administracyjnym, są tu także parafie z ziemi stężyckiej czy parafie w której wioski należą do obu ziem, stężyckiej i łukowskiej, w dwóch różnych na dodatek województwach, sandomierskim i lubelskim. Zabrakło zaś danych z bardzo "łukowskich" parafii: Trzebieszów, Tuchowicz, Ulan i Zbuczyn. Wielka szkoda, bo to stare bardzo parafie: Tuchowicz przed 1350 r., Zbuczyn z 1418 r., Trzebieszów z 1430 r., Ulan ok. 1440 r.

.

Mamy zakreślony obszar tej ziemi przy pomocy parafii, ale jeszcze raz przyjrzyjmy się jej geograficznie. Płaskowyż, niemal równina, na wododziale Wisły, Wieprza i Bugu, niegdyś nieprzebyta puszcza. Do dzisiaj przetrwał fragment tych lasów, czy takich samych? To położony na zachód od Łukowa - rezerwat przyrody - Jata.  Pisaliśmy już na blogu na temat serii książek o rezerwatach przyrody, ten znajdziemy w publikacji pt. "Rezerwaty przyrody w Polsce środkowej". Jeden z większych rezerwatów przyrody, o obszarze ponad tysiąc hektarów, w tym blisko 1/3 to rezerwat ścisły. Rezerwat leśny, chroni stanowisko jodły na płn.-wsch. granicy naturalnego zasięgu występowania tego gatunku - "dzięki sprzyjającym warunkom wodnym jodła w rezerwacie odnawia się w sposób naturalny i rozwija bardzo dynamicznie ... rezerwat jest także wielką ostoją zwierzyny, bytują tu m.in.: łoś, jeleń, sarna i dzik, okresowo pojawiają się wilki.."

Te znakomite warunki wodne, to obszar źródliskowy rzeki Krzny. Możemy chyba przyjąć, że przetrwał relikt tamtego lasu, puszczy, w której w okresie średniowiecza osadzono szlachtę dla obrony kraju przed Jaćwingami. A w XVII w. pisano: "ziemia łukowska blisko dwa tysiące domów szlacheckich licząca".

.

"Herbarz" opracowany przez Marka Wolińskiego przybliża nam ten "zbiór osób", rodów związanych z ziemią łukowską. Wymieńmy może szereg nazwisk, związanych z konkretnymi miejscami i tworzących jakby kolejną mapę tego obszaru:

Bedleński/Bedliński z Bedlna w parafii Ulan, Borkowski ze wsi Borki w parafii Zbuczyn, Bzowski z Bzowa w parafii Zbuczyn, Celiński z Celin w parafii Trzebieszów, Chojecki z miejscowości Choja w parafii Zbuczyn, Chromiański z Chromna w parafii Zbuczyn, Cielemęcki z dóbr Cielemęcz w parafii Zbuczyn, Czerski z Czerśli w parafii Łuków, Czuryło z dóbr Czuryły w parafii Zbuczyn, Dębowski/Dembowski z Dębowicy w parafii Łuków, Dmiński z dóbr Dminin w parafii Łuków, Domański z dóbr Domanin w parafii Ulan, Domaszewski z Domaszewnicy w parafii Łuków, Dziewulski z Dziewul w parafii Zbuczyn, Giżycki z dóbr Giżyce w parafii Kock,  Goławski z Gołaszyna w parafii łukowskiej, Grabianowski z Grabinowa w parafii Zbuczyn, Grochowski z Grochówki w parafii Trzebieszów, Iwanowski z Iwanowa w parafii Zbuczyn, Izdebski z Izdebek w parafii Zbuczyn, Jasieński/Jasiński z Jasionki w parafii Zbuczyn, Jastrzębski z miejscowości Jastrzębie w parafii Łuków, Jezierski ze wsi Jeziory w parafii Łuków, Karwowski z Karwowa w parafii Łuków/Trzebieszów, Kłębowski z Kłębowa w parafii Ulan, Kosiorek z dóbr Kosiorki w parafii Łuków/Zbuczyn, Koziestański z dóbr Koziestany w parafii Zbuczyn, Krasowski z Krasowa w parafii Ulan, Krasuski z dóbr Krasuse w parafii Trzebieszów, Krzewski z Krzeska w parafii Zbuczyn, Kurowski z Kurowa w parafii Trzebieszów, Leszczyński z Leszczanki w parafii Trzebieszów, Lipiński z dóbr Lipiny w parafii Zbuczyn, Łaski z dóbr Łazy w parafii Łuków, Ławecki z Ławek w parafii Łuków, Ługowski z Ługów w parafii Zbuczyn, Łukowscy, Maszczybrodzki z miejscowości Marszybrody/Maścibrody w parafii Zbuczyn, Modrzewski z dóbr Modrzew w parafii Zbuczyn, Mościski z Mościsk w parafii Trzebieszów, Mysłowski z Mysłowa w parafii Wilczyska, Nurzyński z miejscowości Nurzyna w parafii Łuków, Olędzki z miejscowości Olędy w parafii Zbuczyn, Olszewski z Olszownicy w parafii Trzebieszów, Ostojski z dóbr Ostoje w parafii Zbuczyn, Oszczepalski z Oszczepalina w parafii Wojcieszków, Paskudzki z dóbr Paskudy w parafii Ulan, Pióro z dóbr Pióry w parafii Zbuczyn, Płodowski/Płudowski w dóbr Płody/Płudy w parafii Trzebieszów, Pogonowski z dóbr Pogonów w parafii Zbuczyn, Popławski z dóbr Popławki/Popławy w parafii Trzebieszów, Radomiński z Radomyśla w parafii Zbuczyn, Radorzyski z dóbr Radorzysz/Radoryż w parafii Tuchowicz, Radzikowski z Radzikowa w parafii Zbuczyn, Rogala z dóbr Rogale w parafii Trzebieszów, Rola z dóbr Role w parafii Łuków, Rozwadowski z Rozwadowa w parafii Ulan, Ryszkowski z dóbr Ryżki w parafii Łuków, Rzążewski z dóbr Rzążew w parafii Zbuczyn, Skrzyszewski z dóbr Skrzyszów w parafii Ulan, Sobiczewski z dóbr Sobicze w parafii Zbuczyn, Sobol z dóbr Sobole w parafii Ulan, Sokulski z dóbr Sokule w parafii Łuków, Stocki z dóbr Stok w parafii Ulan, Szaniawski z dóbr Szaniawy w parafii Trzebieszów, Szczepański z dóbr Szczepanki w parafii Trzebieszów, Szczygielski z dóbr Szczygły w parafii Łuków, Świderski z dóbr Świdry w parafii Łuków, Świerczewski z dóbr Świercze w parafii Zbuczyn, Tarczewski z dóbr Tarcze w parafii Zbuczyn, Tchórzewski z dóbr Tchorzow w parafii Zbuczyn i Tchórzew w parafii Kock,  Turek z dóbr Turki w parafii Ulan, Turowski z dóbr Turów w parafii Kozirynek, Turski z dóbr Turze Rogi w parafii Łuków, Wielgorski/Wielgórski z dóbr Wielgor w parafii Zbuczyn, Wierzchowski z dóbr Wierzchowiny w parafii Ulan, Wierzejski z dóbr Wierzejki w parafii Trzebieszów, Woliński z dóbr Wola (Smolna, Krasuska, obecnie Smolanka) w parafii Trzebieszów, Wysokiński z dóbr Wysokin w parafii Trzebieszów, Zabielski z dóbr Zabiele w parafii Kozirynek (Radzyń), Zabłocki z dóbr Zabłocie w parafii Zbuczyn, Zakrzewski z dóbr Zakrzów/Zakrzew w parafii Ulan, Zaleski z dóbr Zalesie w parafii Łuków, Zarzecki/Zarzycki z dóbr Zarzecze w parafii Łuków i Ulan, Zawadzki z dóbr Zawady w parafii Zbuczyn, Zdanowski z dóbr Zdany w parafii Zbuczyn, Żaboklicki z dóbr Żabokliki w parafii Pruszyn.

.

Bedlno, Borki, Bzów, Celiny, Choja, Chromna, Cielemęcz, Czereśl, Czuryły, Dębowica, Dminin, Domanin, Domaszewnica, Dziewule, Giżyce, Gołaszyn, Grabinów, Grochówka, Iwanów, Izdebki, Jasionka, Jastrzębie, Jeziory, Karwów, Kłębów, Kosiorki, Koziestany, Krasów, Krasuse, Krzesk, Kurów, Leszczanka, Lipiny, Łazy, Ławki, Ługów, Marszybrody/Maścibrody,  Modrzew, Mościska, Mysłów, Nurzyn, Olędy, Olszownica, Ostoje, Oszczepalin, Paskudy, Pióry, Płody/Płudy, Pogonów, Popławki/Popławy, Radomyśl, Radorzysz/Radoryż, Radzików, Rogale, Role, Rozwadów, Ryżki,  Rzążew, Skrzyszów, Sobicze, Sobole, Sokule, Stok, Szaniawy, Szczepanki,  Szczygły, Świdry, Świercze, Tarcze, Tchorzow, Tchórzew,  Turki, Turów, Turze Rogi, Wielgor, Wierzchowiny, Wierzejki, Wola (Smolna, Krasuska, obecnie Smolanka), Wysokin, Zabiele, Zabłocie, Zakrzów/Zakrzew, Zalesie, Zarzecze, Zawady, Zdany, Żabokliki.

Nie wszystkie nazwy miejscowości przetrwały do dzisiaj, np. Domanina, gniazda rodu Domańskich już nie ma.

.

A moja genealogia? Już powiedziałam, szukam Domańskich i najpewniej są to Domańscy z ziemi łukowskiej, tam będą ich najgłębsze korzenie - w parafii Ulan. Inna sprawa kiedy się do nich "dokopię", być może nigdy, tak trudno przebrnąć choćby przez wiek XIX-ty. Ale wtedy książka Marka Wolińskiego tym bardziej będzie miała dla mnie wartość, tam są, tam zostali odnalezieni. Rozpoznaję np. nazwisko Żaboklicki, w jakiś sposób byli powiązani z moimi Domańskimi, to z rodzinnych przekazów. Żabokliccy z Żaboklik w parafii Pruszyn? Czemu nie! I Pruszyńscy, z samego Pruszyna. Kiedy rozpoczęłam genealogiczne poszukiwania, pięć lat temu, żył jeszcze krewny, który wiedział więcej, ale był już ponad 90-letni i nie udało mi się nawiązać z nim prostego kontaktu. Pytałam, ale uzyskiwałam tylko szczątki odpowiedzi, pojedyńcze słowa, m.in.: "Pruszyński". Zupełnie dla mnie niezrozumiałe wtedy, a może jest to jednak jakiś ślad - rody łukowskie. Ciekawa jestem czy to właściwy kierunek poszukiwań.

.

Rozległość tej ziemi i liczebność szlachty w tym rejonie - blisko dwa tysiące domów szlacheckich - na początku XVII w., a także odległy czas osiedlenia, walk z Jaćwingami, podpowiada, że warto się ziemią łukowską zainteresować genealogicznie. Nawet jeśli w poszukiwaniach utknęliśmy w wieku XIX -tym. Ważne, że przetrwały dawne źródła, do których autorowi "Herbarza" udało się dotrzeć.

.

Jeszcze kilka zdań o ciekawym strategicznym położeniu ziemi łukowskiej. Już kilka razy wspominaliśmy wododział Wisły, Wieprza i Bugu. Oczywiście Wieprz i Bug uchodzą do Wisły, dzisiejszy Dęblin i Nowy Dwór Mazowiecki/Modlin oraz wzniesione w tych miejscach twierdze podkreślają to położenie. A Łuków i ziemia łukowska, dzisiejszy rezerwat Jata? Dokładnie stamtąd rozchodzą się te wododziały, Wisła/Wieprz i Wisła/Bug. Czy też łączą, jak raczej należałoby powiedzieć. Wododział to nic innego jak grzbiet, w pewnym sensie góra, chociaż tutaj akurat bardzo płaska. Osadzeni na tym płaskowyżu ludzie mieli być "żywą ścianą", która ochroni wnętrze kraju nad Wisłą z kierunku - wschód. Taką rolę odegrała w historii łukowska szlachta.

 

.

-------------------------------------------------------------------------------

"Herbarz Szlachty Ziemi Łukowskiej na Lubelszczyźnie", opracował Marek Woliński, Wydawnictwo CKH Szczecin, 2011

 

.

 

 

.

 


Podziel się
oceń
6
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Komisja Rządowa Przychodów i Skarbu czyli skarby AGAD

czwartek, 08 lipca 2010 19:24


Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD) w Warszawie ulokowało swoje zbiory na ulicy Długiej, warto odwiedzić to miejsce i zgromadzone tam skarby poczytać. Dreszczyku emocji dodaje fakt, że niejednokrotnie będziemy pierwszymi czytelnikami dokumentów, przed nami nie zaglądał do nich nikt, czyli to nam przysługuje miano "odkrywców". Niby częsta w archiwach sytuacja, ale skutecznie podnosi adrenalinę.
Zwróciłam uwagę na przebogate zbiory Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu, czyli "ministerstwa finansów" Królestwa Polskiego.
W działalności tej instytucji chodziło mi o granice, dochody jakie pozyskiwano przy ich przekraczaniu, czyli cła. I Rzeczpospolita przestała istnieć jeszcze w XVIII w., ale jesteśmy już po Kongresie Wiedeńskim, w epoce Królestwa Polskiego, jakaś namiastka dawnej Polski jednak była. Obszar dawnej RP pocięły granice, a to wzmagało obrót pieniądza i gospodarczo tereny te bardzo dobrze się rozwijały, w sumie ciekawa sprawa. Zainteresowała mnie dosłownie granica - jak ona wówczas przebiegała w terenie?
W zasobach AGAD znalazł się odpowiedni dokument, z 1830 r. - "Dyslokacja straży celnej granicznej skarbowej".
.
Postanowiłam prześledzić tę granicę, krok po kroku, mam w tym pewien genealogiczny interes.
.
Granica z Austrią w lubelskim:
Żerniki - to miejscowość na wsch. od Tomaszowa Lubelskiego.
Paary - po austriackiej stronie był Narol, placówka obsługiwała odcinek do Zamchu (gdzie po austriackiej stronie Lubliniec i Cieszanów).
Podmajdan (pod Tarnogrodem) - do Bystre w dolinie Sanu pod Krzeszowem. Ale tylko krótki odcinek granicy opiera się o rzekę San.
Lipa - to miejscowość na płd. od Zaklikowa, placówka obsługiwała odcinek granicy do Janiszowa nad Wisłą (po drugiej stronie rzeki jest Zawichost). Następne odcinki granicy w kierunku Krakowa prowadzą rzeką Wisłą.

Granica z Austrią w sandomierskim:
Speranda- rejon Koprzywnicy, obecnie część miejscowości Ciszyca, nad Wisłą, po drugiej stronie rzeki Tarnobrzeg.

Granica z Austrią w krakowskim:
Nowe Miasto Korczyn - odcinek do Opatowca.
Sierosławice - na płd.-zach. od Koszyc, nad Wisłą, odcinek do Zofiopola (Igołomia).
.
Granica z Wolnym Miastem Krakowem:
krakowskie:
Kończyce- do Michałowic, gdzie już wkrótce była główna placówka graniczna w tym rejonie, a może w ogóle na całej granicy, po drugiej stronie - Kraków.
Niesłowice - pomiędzy Olkuszem, a Trzebinią (po austriackiej stronie), odcinek do Niwki. Tutaj już za progiem Prusy, jesteśmy w "trójkącie", w którym zbiegały się granice 3 mocarstw. Po pruskiej stronie - Mysłowice.
.

Granica z Prusami w krakowskim:
Czeladź - odcinek do Rudnika, na płd. od Częstochowy.

Granica z Prusami w kaliskim:
Krzepice
Królewska Grobla - na płn. od Praszki, to miejsce w odnogach starej Prosny, autentyczna grobla usypana przez wojska napoleońskie w czasie przeprawy przez rzekę, do dzisiaj stoją tam słupki graniczne.
Biskupice - do Grodziszczka, już za Kaliszem.
Ruda Komorska
Wilczyn

Granica z Prusami w mazowieckim:
Radziejów - po pruskiej stronie Kruszwica, odcinek do Nieszawy.

Granica z Prusami w płockim:
Dobrzyń, - tutaj granica idzie Drwęcą.
Zieluń- na płn. od Żuromina, odcinek do Pepłówki, na płn. od Mławy.
Chorzele - odcinek do Dąbrowy, na płn. od Myszyńca.

Granica z Prusami w augustowskim:
Łacha - na obrzeżach Puszczy Piskiej, to jeden z najpiękniejszych odcinków byłej granicy, do dzisiaj wyraźnie widoczny w terenie, wędrowałam kiedyś między Kurpiami i Puszczą Piską kilkadziesiąt kilometrów i była to absolutnie niezwykła wyprawa z zatartym poczuciem czasu (czasów). 
Rajgród - pomiędzy Grajewem i Augustowem, w tym miejscu Królestwo Polskie było najbardziej "wąskie", blisko było do granicy z Rosją.
Przerośl - na płn.-zach. od Suwałk i na płd.-zach. od Wiżajn, tutaj granica Królestwa Polskiego opuszcza teren Polski współczesnej, odcinek do Wysztyńca (dzisiejsza Litwa).
Władysławów - ostatnia placówka na pruskiej granicy, dalej Królestwo Polskie graniczyło z Rosją. Wciąż tereny współczesnej Litwy.
.

Granica z Rosją w augustowskim:
Pawilona - długi odcinek granicy będzie wiódł wzdłuż rzeki Niemen.
Preny - nad Niemnem, na płd. od Kowna, odcinek do Olity.
Babka Solna (?), nieznaleziona na mapie, podejrzewam okolice Grodna. Tak, Balla Solna, na płn.-zach. od Grodna, ale to na mapie WIG-owskiej z 1933 r. Obecna Balja Solnaja, w linii prostej kilkanaście kilometrów od naszej wschodniej granicy, po białoruskiej stronie oczywiście. Nad Niemnem.
Wizna - granica na długim odcinku biegnie teraz rzeką Biebrzą, Wizna leży tuż poniżej ujścia Biebrzy do Narwi. Dalej granica biegnie środkowym biegiem rzeki Narew.
Mień - rejon Brańska (który po rosyjskiej stronie). Teraz na krótkim odcinku granicą będzie rzeka Nurzec, niegdyś historyczna granica pomiędzy Ziemią Bielską i Drohicką.
.
Granica z Rosją w podlaskim:
Ruska Strona - to już Drohiczyn, tzw. Drohiczyn Ruski, teraz granica na bardzo długim odcinku będzie biegła rzeką Bug.
Kodeń - nad Bugiem, placówka obsługiwała odcinek do Sławatycz, jesteśmy również na współczesnej polskiej granicy.
Orchowiec - pod Włodawą.
.
Granica z Rosją w lubelskim:
Dubienka - ostatnia placówka graniczna w owym czasie, na płd.-wsch. od Chełma, wciąż nad Bugiem. Następne są Żerniki koło Tomaszowa Lubelskiego, już na granicy z Austrią (patrz początek tego wykazu).
.
.
Przemierzyliśmy zatem całą granicę Królestwa Polskiego, ta granica istniała 100 lat! Sama jeszcze nie wiem co z tego wyniknie genealogicznie, ale cel był genealogiczny, niewątpliwie, to lektura genealogiczna.  
Kowno - Kraków, tak po przekątnej wyglądało Królestwo Polskie, Kowno i Kraków już poza jego granicami ale tuż. W latach 1819-1836 zbudowano bity gościniec na tym odcinku, Trakt Kowieński (Warszawa-Kowno) i Trakt Krakowski (Warszawa-Kraków). Wzmogło to rozwój handlu i przyczyniło się do rozwoju gospodarczego Królestwa. A rząd zbierał cła na granicach.
.
.
Ano cóż, Wincenty Wierzycki pojawia się w dokumentach w 1841 r. w Koszycach nad Wisłą. Jest strażnikiem granicznym na odcinku od Michałowic do Zawichostu i z córką koszyckiego rymarza bierze ślub.
Wciąż nie można ustalić skąd tam przybył i gdzie może być jego rodzina (i ich potomkowie), jeżeli jakąś rodzinę (rodzeństwo, kuzyni) miał.
Wincenty Wierzycki uczy się w 1821 r. w Kownie, ten ślad to zasługa Adama Mickiewicza, to w jego dzieje zaplątał się nasz (być może) prapra-, w szkole w Kownie wieszcz nauczał. Wincenty Wierzycki chodził do tej szkoły tylko jeden rok i w przeciwieństwie do innych uczniów szkoły nie ma o nim żadnych materiałów.
Połączenie Koszyc pod Krakowem z Kownem nie było dla mnie oczywiste. Wciąż nie wydaje mi się, że w Kownie mógł być ten sam człowiek, który potem zostaje strażnikiem granicznym i celnikiem nad Wisłą. Ale nie mogę już powiedzieć, że nie ma żadnego łącznika pomiędzy Kownem i Krakowem, owszem jest - bity gościniec i granica.
.
Granica, właśnie GRANICA. Nazwisko Wierzycki notowane jest w latach 1821 - 2010 w przedziwnych miejscach, które pozornie nic ze sobą  nie łączy. Chyba, że ... granice Królestwa Polskiego. 1821 - Wierzycki jest uczniem w Kownie, tuż za granicą, 2010 - Wierzycki jest uczniem w Grodnie, tuż za granicą. Przypadek, może tak, albo tzw. zmyła, zmora genealogów-amatorów, którzy błądzą po omacku i co rusz trafiają kulą w płot.
Potem połowa XIX w., mamy Koszyce i Michałowice, "nasz" Wierzycki. Ale nazwisko Wierzycki pojawia się w XIX w. również w okolicach Kalisza, który  był przecież przy granicy. A współcześnie notowane jest w kilku miejscach, które również mogą budzić zainteresowanie "graniczne". Badań rzetelnych nie przeprowadziłam i nie wiem, "chlapać" po próżnicy nie będę póki ich nie przeprowadzę, albo "coś' nie wyniknie. W każdym razie mam nadzieję, że któryś z tych "granicznych" śladów może posunąć poszukiwania genealogiczne, dalej-głębiej-szerzej.
Przebieg granicy Królestwa Polskiego dla wielu może okazać się przydatny i rozwiązać niejedną genealogiczną zagadkę, mam nadzieję.
.
.
--------------------------------------------------------------------

Dyslokacja straży celnej granicznej skarbowej 1830 r.
Zespół Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu
Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD) , Warszawa, ul. Długa 7
.
.
Linki do mapek Królestwa Polskiego, zamieszczonych w Wikipedii, warto zobaczyć ten intrygujący kształt, w końcu 100 lat życia naszych przodków toczyło się w tych granicach:
KingdomofPoland1815.jpg
Krolestwo1815.png
.
.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"Regestr Diecezjów" czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784

poniedziałek, 03 maja 2010 12:18

 

  "Regestr Diecezjów" Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784 - to niezwykły dokument rejestrujący stan posiadania pod koniec I RP, na znacznym jej obszarze. 10 lat przez uchwaleniem Konstytucji 3 Maja i 12 lat przed ostatnim rozbiorem. Można powiedzieć, że to "ostatnie akordy" I RP, ostatnie w miarę normalne lata w polskiej historii. Potem nastała długa cisza, grubo ponad stuletnia. Potem króciutki naprawdę epizod II RP, 20-letni, nawet nie jedno pokolenie. Że to jest bardzo mało może świadczyć to, że właśnie mamy już za sobą 20 lat III RP i  co, wiele udało się zrobić? W sensie odbudowy tożsamości? Bardzo niewiele, to jest za krótko.  
W ciągu ponad 200 lat nagromadziły się nowe problemy, coraz to nowe problemy, kto by sięgał do historii sprzed 10 pokoleń, po co? Taka mentalność obowiązuje do dzisiaj, do niedawna sama ją podzielałam, trzeba uporządkować wiek XX, wiek XIX i może kiedyś przyjdzie pora na wcześniejsze lata.
.
Ludzie poszukujący "szlacheckich korzeni" są wyśmiewani nawet przez wytrawnych genealogów. A tymczasem argument, że skoro tylko niewielką część społeczeństwa I RP stanowiła szlachta, to i dzisiaj ten procent nie jest duży, nie wytrzymuje próby statystycznej i demograficznej. Dzisiaj "korzenie szlacheckie" ma niemal każda rodzina, a jeżeli jeszcze nie podporządkowała się tym prawom demografii, to już w następnym pokoleniu, itd. Czyli - to nasze wspólne dziedzictwo, a na pewno w dłuższej perspektywie czasowej obejmie dosłownie - wszystkich.
Dlaczego ważne? Bo to "normalne lata", kiedy Polacy rządzili u siebie, dobrze na dodatek udokumentowane, nad wyraz dobrze udokumentowane w porównaniu do okresu zaborów. "Regestr Diecezjów" też jest tego świadectwem.
.
"Regestr Diecezjów" Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784 - ukazał się na rynku wydawniczym staraniem Wydawnictwa DiG, po raz pierwszy w 2006 r. Autorem opracowania jest Sławomir Górzyński. Kilka lat "chodziłam" wokół tej pozycji, ale nie widząc tam swojej genealogii rezygnowałam ostatecznie z zakupu, w końcu zakupiłam w ostatniej chwili pierwsze wydanie tej pozycji, a nuż się przyda. Nie dość, że dość szybko się przydało (przodkowie docenili mój wydatek i postanowili się ujawnić), to wertowanie tej książki (1000 stron!) stało się ulubioną lekturą. Tak, książka jest niesamowita.
Główną treścią opracowania jest spis majątków (wsi) i ich właścicieli z podziałem na diecezje, dekanaty i parafie. Tysiące nazw miejscowych (ponad 18.000) i tysiące nazwisk właścicieli (ponad 26.000).
Źródłem "Regestru Diecezjów" była ankieta rozesłana do proboszczów, która miała służyć celom statystycznym i do sporządzania map. Ksiądz Franciszek Czaykowski kierował tymi pracami, a następnie sporządził wyciąg z opisów parafii, zawierający wykaz miejscowości z podaniem nazwisk ich właścicieli (czyli ów Regestr). Oryginalne ankiety i sporządzane na ich podstawie mapy w większości nie przetrwały (po upadku Powstania Warszawskiego uległy zagładzie). Przetrwał natomiast "Regestr Diecezjów", czyli ów wyciąg.
.
"Regestr Diecezjów" niestety nie jest kompletny, Z założenia nie obejmował całego terytorium I RP, przede wszystkim nie obejmował ziem, które odpadły po I rozbiorze w 1772 r. Nie obejmował również diecezji wileńskiej i łuckiej. Ale i na obszarze Korony są braki, bo np. nie każdy proboszcz odpowiedział na przesłaną ankietę, niektóre odpowiedzi nie zostały natomiast uwzględnione.
Oryginał "Regestru Diecezjów" przechowywany jest w Łowiczu, opracowanie Sławomira Górzyńskiego do druku, to praktycznie nowa książka, opracowana na podstawie "Regestru".
.
.
Udało mi się odnaleźć tylko jedno genealogiczne przyporządkowanie. Diecezja Płocka (najbardziej licznie reprezentowana), Dekanat Lipniński, Parafia Kikoł - Brzeźno, Rościszewski, woyski. Odkrycie jest samotne i nie ma jeszcze roku, to ważna uwaga, bo teoretycznie, nawet uwzględniając liczne braki w "Regestrze", powinno być tych odkryć więcej. Statystyka i demografia na to wskazują. Prababcia Maria z domu Rościszewska, to ostatnia w rodzie szlachcianka z urodzenia (1/8 mojej genealogii). Rościszewski, woyski z Brzeźna, był dla niej pradziadkiem. Maria Rościszewska urodzona w 1864 r., od roku 1784 upłynęło 80 lat, trzy pokolenia. Zakładając, że w tamtym czasie małżeństwa były jeszcze "stanowe", Maria powinna mieć ośmioro szlacheckich pradziadków (4 pradziadków i 4 prababcie). Czyli - 8 notowań w "Regestrze", przyjmując kolejne założenie, że każdy gdzieś mieszkał, na swoim (jak to w owych czasach bywało). Gdzie mieszkali zatem pozostali w 1784 r.? Znam nawet niektóre nazwiska: Umiński, Ostrowski, Kiełczewski, Znaniecki. Może pomija ich "Regestr", a może nie pomija, nie wiem, jeszcze nie wiem.
Kiedy odwiedziłam w 2009 r. Brzeźno koło Lipna stoi tam jeszcze kościółek drewniany pamiętający fundację Rościszewskich. Ilu potomków fundatora żyje obecnie? W tysiącach zapewne ich liczyć. A ilu z nich wie o Brzeźnie? W tej chwili tylko kilka osób, w Brzeźnie nikt nie słyszał żeby jacyś potomkowie Rościszewskich te strony odwiedzali. Ot i zwykła historia, co zawiera"Regestr", jaką kryje informację.
.
"Regestr Diecezjów" jest dzisiaj przykładem zapomnianego cmentarzyska, potomkowie tam wymienionych żyją obecnie (miliony osób) i nic nie wiedzą o swoich staropolskich przodkach. W krajobrazie przetrwały miejsca po dworach, ale są to miejsca zapomniane. Dlaczego tak się dzieje? Nawet dla bardzo ambitnego poszukiwacza korzeni rodzinnych wiek XIX (a czasami i wiek XX) stanowi barierę nie do przebicia. Różne są tego przyczyny, archiwa zaborcze nie mieszczą się w Warszawie, ale w Petersburgu, w Wiedniu, w Berlinie. Już to samo stanowi na ogół barierę trudną do pokonania. Po co to ma leżeć w Berlinie, Wiedniu, Petersburgu? Jakoś temat nie interesuje polityków, a historyk jest tutaj "zbyt mały". Nie zapominajmy również o tym, że dokumenty te będą często po rosyjsku i po niemiecku, kolejna bariera, językowa. Itd. Itd.
.
Czy to jest ważne? A na czym budować tożsamość, na "zapomnianym cmentarzysku"? Wielu genealogów amatorów podejmuje takie działania, że wskakuje ochoczo w I RP, intuicyjnie bądź na wszelki wypadek, wierząc, że lukę XIX-wieczną uda się zapełnić potem. Dla nich wszystkich "Regestr Diecezjów" będzie prezentem bardzo dużym, w sumie to książka, którą wszystkim można polecić. Jest to jakby "mapa" Polski pomiędzy I i II rozbiorem, dość paradoksalnie granice tam uwzględnione w dużej części pokrywają nasze obecne granice, od Poznania po Lublin i od Krakowa po Łomżę.
.
.
Układ "Regestru Diecezjów":

Diecezja Chełmska
Dekanaty: Chełmski, Horodelski, Krasnostawski, Lubomlski, Turobiński

Diecezja Gnieźnieńska
Dekanaty: Gnieźnieński (3), Kaliski, Kłodawski, Koniński, Krotoszyński, Krzepicki, Kurzelowski, Kutnowski, Lutomirski, Łekniński, Łęczycki, Łowicki, Małogojski, Opoczyński, Pleszowski, Przytycki, Rawski, Rogowski, Rudzki, Skierniewicki, Skrzyński, Słupecki, Sompolnicki, Stawiszyński, Stawski, Szadkowski, Tuszyński, Uniejowski,  Warcki, Wieruszowski, Zgierski, Żarnowski. 

Diecezja Krakowska
Dekanaty: Andrzejowski, Bodzenciński, Kazimierski, Kijski, Koprzywnicki, Krakowski, Księski, Kunowski, Lelowski, Łukowski,  Nowogórski, Opatowiecki, Opatowski, Pacanowski, Parczewski, Połaniecki, Proszowski, Radomski, Siewierski, Skalski, Sokoliński, Solecki, Stężycki, Urzędowski, Witowski, Wolbromski, Zawichojski, Zwoleński.

Diecezja Płocka
Dekanaty: Andrzejowski, Bieżuński, Bodzanowski, Ciechanowski, Dobrzyński, Golubski, Gostyński, Górzneński, Janowski, Kamieńczykowski, Lipiński, Łomżeński, Makowski, Mławski, Nowomiejski, Ostrołęcki, Ostrowski, Płocki, Płoński, Przasnyski, Pułtuski, Radzymiński, Rypiński, Sierpski, Stanisławowski, Szreński, Wąsoski, Wiski, Wyszkowski, Wyszogrodzki, Zakroczymski. 

Diecezja Poznańska
Dekanaty: Błoński, Bukowski, Garwoliński, Gąbiński, Grodziski, Grójecki, Kostrzyński, Kościański, Koźmiński, Krobski, Latowicki, Liwski, Lwówecki, Mszczonowski, Nowomiejski, Obornicki, Piaseczyński, Pyzdrski, Sochaczewski, Szremski, Śmigielski, Średzki, Warecki, Wschowski, Zbąszyński.

Diecezja Włocławska
Dekanaty: Bobrownicki, Brzeski-Kujawski, Izbicki, Kowalski, Nieszawski, Radziejowski, Służewski, Wolborski.
.
.
Jakich dekanatów nie ma w "Regestrze", na obszarze wskazanych diecezji?
Autorzy opracowania ustalili, że brakuje:
- z diecezji gnieźnieńskiej - dekanatów: brzeźnickiego i radomszczańskiego;
- z diecezji krakowskiej - dekanatów: chodelskiego i prawie całego parczowskiego;
- z diecezji poznańskiej - dekanatu rogoźnieńskiego.

Poza tym brakuje poszczególnych parafii, liczba brakujących parafii w diecezjach to łącznie 124, dużo, ale obszarowo to tylko nieco ponad 6% powierzchni kraju objętej regestrem. Wszystkie pominięte parafie są w "Regestrze Diecezjów" wymienione.
Z założenia nie ma tam również parafii w granicach dużych miast (Warszawa, Kraków, Poznań). Celem sporządzenia regestru było bowiem przygotowanie map, zostały one opracowane, ale do naszych czasów nie przetrwały.
.
Jednym z największych walorów tego opracowania wydaje się możliwość stworzenia takich map - teraz, dzisiaj. Czyli - kilkanaście tysięcy nazw miejscowych jako punkty na mapie. Ciekawe, które przetrwały do naszych czasów, a które nie przetrwały. A jeżeli nie przetrwały, to czy jest możliwa ich identyfikacja w terenie, w jakiś sposób. No i które są "nasze"?
Mam już chyba drugie trafienie w "Regestrze", dość zabawnie, bo wyraźnie je przeoczyłam, mogłam już dawno wiedzieć, że to "moje', a jednak nie wiedziałam. Kielczew Mnieyszy i Roch Kiełczewski, uff...
.
.
----------------------------------
"Regestr Diecezjów" Franciszka Czaykowskiego czyli właściciele ziemscy w Koronie 1783-1784, do druku podał Sławomir Górzyński, Wydawnictwo DiG, 2006, 2009 (2 wydanie)
.
.


Podziel się
oceń
7
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

Polacy pod Krzyżem Południa. Os poloneses sob o Cruzeiro do Sul.

środa, 23 grudnia 2009 9:49



Polacy pod Krzyżem Południa.
Os poloneses sob o Cruzeiro do Sul

.
.
.

Polacy w Brazylii to temat, który dotyczy wielu polskich rodzin, tylko do I wojny światowej brazylijską ojczyznę wybrało ponad 100.000 naszych rodaków. W okresie międzywojennym dalsze 42.000 osób przepłynęło ocean, w większości  polscy Ukraińcy i Żydzi, taka była polityka ówczesnych polskich władz. Polacy osiedlali się najczęściej w dwóch brazylijskich stanach: Parana i Rio Grande do Sul. Często rozproszeni w interiorze, ale na szczęście także wokół miasta Kurytyby powstała gęsta sieć polskich osad i to ostatnie skupisko zapewniło im przetrwanie jako grupie, która częściowo zachowała tożsamość.
"Gorączka brazylijska" w zderzeniu z twardymi realiami życia w bezludnym niemal kraju okazała się "morderczą febrą", ale odwrotu od raz podjętej decyzji z reguły już nie było. Zostali Brazylijczykami i mówią dzisiaj po portugalsku, związki z krajem, który opuścili są niewielkie ale istnieją i nawet są ostatnio odbudowywane. Fakt, że była to biedna i z reguły niepiśmienna ludność chłopska, w dużej części należąca do mniejszości narodowych, dodatkowo sprawia, że związki te są dość luźne, np. bariera językowa.
.
Książka "Polacy pod Krzyżem Południa. Os poloneses sob o Cruzeiro do Sul", ukazała się w 2009 r. nakładem Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW oraz Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie. Obie te instytucje restytują związki brazylijskich Polaków z dawną ojczyzną z dużymi sukcesami. Ta książka jest już kolejną, wyróżnia się pięknym wydaniem i bardziej popularną niż naukową formą, w połowie jest albumem fotograficznym.  Jerzy Mazurek, Marcio de Oliveira i Thais Janaina Wenczenowicz napisali szkice o obecności Polaków w Brazylii odrębnie w Paranie i w Rio Grande do Sul. Drugą część książki stanowi album fotografii obrazujących życie brazylijskiej Polonii zwłaszcza w Rio Grande do Sul, autorstwa brazylijskiego fotoreportera Tadeu Vilani.
.
.
Moje zainteresowanie tematem wiąże się z tym, że o mały włos i ja nie zostałam Brazylijką, a raczej nie została nią moja babcia. Brazylijczykami zostali starszy brat babci Janek i jej siostra Bronia, a także matka, rodzina podzieliła się na pół i kontakt na prawie 100 lat został zerwany. Babcia i jej drugi brat zostali w kraju.

"Kiedy miałam już 7 lat, w jesieni, nagle coś się zaczęło dziać koło nas, wieczorami przychodzili jacyś ludzie, o czymś mówili i słyszałam jakieś dziwne słowo powtarzające się w tych rozmowach "Brazylia". ... Matka zaczęła się przygotowywać do podróży, a więc sprzedawała wszystko czego zabrać nie mogła. O innych rzeczach nie wiem,  tylko wiem, że sprzedała tę piękną krowę holenderkę, która tak dużo mleka dawała i pamiętam nawet sumę za którą sprzedała, za 75 rubli, przypomina mi się, że na owe czasy to musiała być duża suma.
Był to miesiąc październik. Uszyto mi na drogę ciepłe ubranie z grubej baji. Była to jakby sukienka i kaftanik. Kolor był zielony w czerwone grochy. Wóz drabiniasty i wyruszyliśmy pod wieczór, a może i wieczorem, bo kiedyśmy przejeżdżali przez Dzieżkowice, to wiem, że było już zupełnie ciemno. Nie wiem czy dobrze zapamiętałam tę nazwę, ale później słyszałam o tej miejscowości. Potem to pewno spałam, bo już nic nie pamiętam. Obudziłam się pewnie wtedy kiedy trzeba było zsiadać z wozu, bo dojechaliśmy do Sanu na granicę z zaborem austriackim. Przez San była przeprawa, w jaki sposób to nie wiem, ja mam wrażenie, że byłam na czyiś plecach, "na barana" jak to się mówi, możliwe, że przechodziło się w bród. Nocowaliśmy w jakimś murowanym domu już po tamtej stronie. Rano kiedy wstałam wyszłam do sieni i moją uwagę zwróciła stojąca koło ściany miotła do zamiatania, ryżowa, takiej jeszcze nie widziałam. Później, pewnie w Rozwadowie, siedliśmy do pociągu i pojechaliśmy do Krakowa. Tam zatrzymaliśmy się pewnie w domu emigrantów, bo kręciło się tam dużo ludzi. Nie wiem czy na drugi dzień, to znaczy rano po przyjeździe, czy na trzeci, pamiętam, że stałam koło mojej Matki, a obok stał [...], moja matka bardzo płakała. Potem już Matki nie widziałam, widocznie nie było pożegnania...".

To rodzina ojca rozdzieliła rodzeństwo i to już na zawsze. Działo się w 1911 roku.
.
.
Kontakt został odnowiony w 2007 r., na poziomie wnuków Janka-emigranta i mojej babci. Wszystko dzięki temu, że wnuk Janka - Celso Grebogi, nie zapomniał o polskich korzeniach. Na stronie internetowej Brazylijskiej Akademii Nauk można było przeczytać, że jego matka była z domu "Chruściel" (nazwisko Janka). A w wywiadzie prasowym, który także wyłapała wyszukiwarka internetowa, te związki z Polską są opisane bliżej, oboje rodziców Celso Grebogi to potomkowie emigrantów z Polski, nazwisko to przekształcona forma polskiego nazwiska Grybos/Gryboś.
Że Brazylia jest krajem wielkich kontrastów, a życie imigrantów było bardzo ciężkie świadczy też historia tej polskiej rodziny, Janek z siostrą i matką dotarli do Brazylii w dobrej formie, ale wielu ich towarzyszy podróży przez ocean nie przetrwało. Na miejscu okazało się, że ich nową ojczyzną będą południowe rubieże wielkiego kraju, pod granicą z Paragwajem, Brazylia w wydaniu "hard". Niektórym ich potomkom udało się wyrwać z tych okolic w bardziej gościnne okolice Kurytyby, tam też urodził się Celso. Dzisiaj jest jednym z najczęściej cytowanych brazylijskich naukowców, "obywatelem świata", ale wielu z jego kuzynów wciąż mieszka w interiorze. Gdyby wszyscy tam zostali pewnie bym ich tak łatwo nie odnalazła.
.
Książka, która w dużej części jest poświęcona Polakom w Rio Grande do Sul (poprzednio ukazywały się książki bardziej skupione na Polakach w Paranie) dużo wyjaśnia i dużo pokazuje.
Ze szkicu Thais Janainy Wenczenowicz:
"Wiele problemów pojawiło się na początku zasiedlania kolonii przez imigrantów polskich. Do najczęściej wymienianych należą trudności związane ze środkami transportu w brazylijskich warunkach geograficznych. ... Przed I wojną światową, w czasie gdy Polacy emigrowali do Rio Grande do Sul, drogi, koleje i inne środki transportu były powszechne w różnych regionach Polski.
Podróż w kierunku nowych posiadłości rozpoczynała się od załadowania bagaży na muły lub na plecy samych imigrantów. Dla kobiet i niemowląt przeznaczano konie spokojne. Mężczyźni
i dzieci przeważnie podążali piechotą lub na zmianę dosiadali koni. Imigranci szli gęsiego, na początku szła osoba odpowiedzialna za grupę w towarzystwie urzędnika przedsiębiorstwa kolonizacyjnego. Zatrzymywano się na obiady
i na odpoczynek ludzi i zwierząt. Tereny wyznaczone dla Polaków rzadko posiadały drogi podobne do dróg na ziemi polskiej
i podróżni przemierzali ścieżki wyrąbane w puszczy. Często trzeba było przedzierać się przez puszczę przy pomocy maczety
i niezbędna była spora siła fizyczna
".
.
"Regiony do których kierowali się imigranci polscy w stanie Rio Grande do Sul, były pagórkowate i trudno dostępne, lepsze tereny były już bowiem pozajmowane przez Niemców, Żydów i Włochów.....  Zwraca uwagę piętno i uprzedzenie doświadczane przez imigrantów polskich w momencie ich wejścia w sferę migracyjnej polityki Południa. Miejsce jakie zajmowali w życiu społecznym i kulturalnym wskazuje, że byli traktowani odmiennie niż inne grupy migracyjne. Fakt, iż Polacy emigrowali z kraju politycznie, ekonomicznie i kulturalnie zależnego, sprawiał że byli postrzegani jako "Polacy bez flagi" (polacos sem bandeira)."

W pierwszych kontaktach z brazylijskimi kuzynami motyw "Polski, która o nich zapomniała" był bardzo wyraźny, nawet mnie nieco dziwił. Po lekturze tej książki bardziej to chyba rozumiem, że inna tam jest i dzisiaj pozycja Niemców i Włochów, właśnie z tego powodu. Wyjeżdżali kiedy Polski nie było na mapie, wyjeżdżali jako nie całkiem Polacy, a w nowej ojczyźnie z miejsca trafili do gorszej kategorii ludzi, także z tego powodu.
.
Książka "Polacy pod Krzyżem Południa" została wydana w podwójnej wersji językowej, po polsku i po portugalsku. To bardzo dobry pomysł, dzisiaj bez znajomości języka portugalskiego kontakty z potomkami pierwszych polskich emigrantów są w zasadzie niemożliwe. Nowa brazylijska ojczyzna dążyła do ich szybkiej asymilacji i przez pewien okres czasu języki narodowe były nawet surowo zakazane.
.
.
-----------------------------------------------------------
.
"Polacy pod Krzyżem Południa. Os poloneses sob o Cruzeiro do Sul", Warszawa 2009
Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW, Muzeum Polskiego Ruchu Ludowego
.
.
.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Parki i rezerwaty przyrody w Polsce

niedziela, 20 grudnia 2009 16:17



Parki i rezerwaty przyrody w Polsce

.
.
.

Czy to nie jakaś przewrotność żeby przy tworzeniu historii rodzinnej interesować się przyrodą? Ochroną przyrody? Ale taka jest moja tegoroczna świąteczna lektura i uważam, że jest ona genealogiczna, także genealogiczna. Przyroda wydaje się bardzo trwała i niezmienna, może to co dzisiaj podlega ochronie istniało także kiedyś? I nasi przodkowie oglądali te same krajobrazy? Reguły nie ma, ale w wielu przypadkach tak być może i na to liczę. Obszary chronione tworzą w Polsce całkiem gęstą sieć, która ułatwia orientację. Kiedy przodkowie, miejsca w których żyli, są bardzo rozproszone, to obszary chronione możemy traktować jako kompas i punkty umożliwiające "nawigację".
A poza tym są to zwykle miejsca bardzo piękne, przyroda brzydka być nie może..

Instytut Ochrony Środowiska zakończył w 2009 r. wydawanie "przyrodniczej epopei", ukazała się drukiem 5-ta pozycja, którą do tej serii zaliczam: "Parki narodowe w Polsce".
W poprzednich latach wydano:

- "Parki krajobrazowe w Polsce" (2004, II wydanie);

- "Rezerwaty przyrody w Polsce Północnej" (2005)
-
"Rezerwaty przyrody w Polsce Środkowej"(2006)
- "Rezerwaty przyrody w Polsce Południowej" (2007)

Wszystkie monografie pod redakcją Grzegorza Rąkowskiego, także autora (lub współautora) tych pozycji. Książki zostały znakomicie wydane, na wysokiej jakości papierze, mnóstwo kolorowych map i ilustracji. Nie są to jednak wydawnictwa albumowe, które byłyby obarczone zwykłym grzechem tego rodzaju publikacji, a więc powierzchownością. Tutaj mamy wysokiej jakości treści merytoryczne podane w przejrzysty i zrozumiały sposób, a dodatkowo w pięknej oprawie graficznej. Autorem wielu fotografii są uznani artyści fotograficy, to "dodatkowy plus". Format książek, B5, także nie jest albumowy i bardzo dobrze, zmieszczą się w schowku samochodowym kiedy wyruszamy na genalogiczne łowy...
.
.
O tym, że warto wiedzieć co jest chronione w pobliżu siedzib naszych przodków przekonałam się już na początku mojej genealogicznej ścieżki. Pierwszy był Trzydnik. Gdzie to?
A właśnie, gdzie leży miejscowość Trzydnik? Powiat Kraśnik, ale to także mało, gdzie leżą Kraśnik i Trzydnik? Wyżyna Lubelska, Wzniesienia Urzędowskie. Nie jest to dolina Wisły, którą wiedzie wiele szlaków komunikacyjnych i wszycy wiedzą gdzie to. Nie jest to także Roztocze, region znany i uznany turystycznie, ten zaczyna się w Kraśniku. A Trzydnik leży na skraju Wyżyny Lubelskiej, gdzie niebawem zaczyna ona mocno schodzić w dół. Najbliżej położonym rezerwatem przyrody będą Doły Szczeckie:
.

.
Krajobraz dość niesamowity, jary i wąwozy, a przede wszystkim buki, te piękne drzewa liściaste rosną tutaj na płn.-wsch. granicy naturalnego zasięgu. Karpaty na Lubelszczyźnie? Dokładnie tak!
O dwa kroki stąd (dosłownie kilkaset metrów) zaczyna się już województwo podkarpackie.
.

Powyżej widok  z okolic Salomina (miejscowość leżąca na płn.-wsch. od rezerwatu) w kierunku Kotliny Sandomierskiej. Wyżyna Lubelska nieodwołalnie ma się ku końcowi... A w górze pozostał Trzydnik, acha, czyli to tutaj...

Rezerwat Doły Szczeckie może być także punktem orientacyjnym dla poszukiwanej przeze mnie intensywnie Maziarni (miejsca urodzenia prababci). Jedno z miejsc o tej nazwie i to położone najbliżej Trzydnika było właśnie tutaj, na wsch. od granic rezerwatu. W II połowie XIX wieku rozpoczęto w tej okolicy eksploatację lasów pod "maziarnie", obszar od rzeczki Karasiówki aż po bliskie granice dzisiejszego rezerwatu został ogołocony z drzew absolutnie (stąd ten szeroki widok na fotografii). Są dowody na to, że teren przy rzeczce określany był jako "Maziarnia", a później, w miarę postępującej eksploatacji, tereny położone bliżej rezerwatu to "Smolarnia". W Salominie do dzisiaj można obejrzeć ślady w ziemi tej "smolarskiej" działalności. Czy zatem Doły Szczeckie to tereny leśne, które były następne w kolejce do bezwględnej eksploatacji? A ocalały bo skończył się popyt na produkty maziarzy?

Jeszcze bliżej granic Trzydnika (jak widzę teraz na mapie) leży inny rezerwat przyrody - Marynopole. To prawie 157 ha tym razem jodłowego lasu, jodła na płn.-wsch. granicy swojego naturalnego zasięgu. W samym Trzydniku, który jest typowo rolniczą miejscowością, nie ma dzisiaj prawie żadnych lasów. Ale kiedyś były, to już wiem ze wspomnień i informacji z archiwum, gdzie zachował się "operat leśny dla dóbr Trzydnik", jeszcze w 1929 r. były tutaj lasy (i znany jest ich skład gatunkowy).
.

W Trzydniku przodkowie mieszkali od 1888 roku i jak dosłownie w ostatnich dniach udało się ustalić (jeszcze nieostatecznie) poprzednie miejsce ich pobytu to prawdopodobnie Białowody. Gdzie to? Również lubelskie krajobrazy, Wyżyna Lubelska, tym razem Działy Grabowieckie, kierunek na Krasnystaw, Zamość i Hrubieszów.
Najbliżej położonym rezerwatem przyrody są- Gliniska, taka jest również nazwa wsi (na wsch. od Białowodów). Rezerwat faunistyczny, chroniący dużą kolonię rzadkiego ssaka stepowego - susła perełkowatego, który niestety już znikł (ale planuje się reintrodukcję). Wyprawa do Białowodów na pewno uwzględni to miejsce (na fotografii wygląda prześlicznie, a mapa dokładnie pokazuje miejsce).
.
.
Przenieśmy się teraz w inny rejon kraju - Pojezierze Dobrzyńskie i wcale nie tak dawne genealogiczne odkrycie jakim było Brzeźno koło Lipna. W otoczeniu lasy, które także zasłużyły na rezerwat przyrody - Bór Wąkole im. Klemensa Kępczyńskiego.  Las leży na płd.-zach. od Brzeźna i od razu narzuca się pytanie - czy w dawnych czasach stanowił on własność Rościszewskich? Jeśli tak, to byłoby szczególnie miło obejrzeć dzisiaj dorodny bór sosnowy na wydmie wyniesionej nad doliną rzeki Mień, a w podszycie liczne jałowce.

I tak dalej skokiem konika szachowego, chciałoby się powiedzieć. Byliśmy już w rezerwatach przyrody Polski Środkowej, Polski Północnej, czas na Polskę Południową. Tutaj zwłaszcza okolice Mielca są mi bliskie. Niedaleko Przecławia - rezerwat przyrody Bagno Przecławskie. Kotlina Sandomierska, Dolina Dolnej Wisłoki, a rezerwat jest torfowiskowy. Widziałam, byłam, miejsce jest prześliczne. Przodkowie mieszkali w miejscowości Tuszyma w dolinie Wisłoki, Tuszyma jest płaska jak Holandia, leży na osuszonych tutaj bagnach, a przodkowie, sądząc po nazwisku, to być może .. Fryzyjczycy.  
Dalej zwrócił moją uwagę rezerwat przyrody - Buczyna w Cyrance na Płaskowyżu Kolbuszowskim im. prof. Władysława Szafera. 20 ha bukowego lasu na skraju wsi Przyłęk, miejsca urodzenia dziadka:
.

fot. Krzysztof Naróg
.

Rezerwaty przyrody są świetnymi punktami orientacji w terenie i jak widać "dopowiadają historie". A parki narodowe i parki krajobrazowe, jeszcze do dwóch tomów książki nie zajrzałam. Parki jako forma ochrony przyrody są bardziej znane, mają swoje władze, siedziby, mapy, są zwykle eksplorowane turystycznie i rekreacyjnie.  Nie wątpię, że i tam znajdę coś ciekawego, a nawet wiem już o tym... A może to przodkowie wybierali do mieszkania "piękne miejsca" i dlatego te książki są mi tak pomocne?
W trzech tomach książki, które już przejrzałam opisano blisko 1400 rezerwatów, każdy na jednej stronie książki. Zajmują one łącznie ok. 160.000 ha, tj. nieco ponad 0,5% powierzchni kraju. Nie wydaje się to wiele (procent), tym większy "honor" jeżeli ulokowały się w pobliżu siedzib naszych przodków ;-)
.
.
.
----------------------------------

"Parki krajobrazowe w Polsce" (2004, II wydanie)
"Rezerwaty przyrody w Polsce Północnej" (2005)
"Rezerwaty przyrody w Polsce Środkowej"(2006)
"Rezerwaty przyrody w Polsce Południowej" (2007)
"Parki narodowe w Polsce" (2009)
Instytut Ochrony Środowiska, Warszawa

..
.
.


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  27 249  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Archiwum

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

W zajmowaniu się historią rodzinną czyli genealogią nieodzowne są lektury. Nie wszystko jest w internecie, a poza tym ludzie ciągle piszą.. Łucja Wierzycka

O mnie

Statystyki

Odwiedziny: 27249

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl